Dzisiejszy „Dziennik” alarmuje – Polacy toną w spirali zadłużenia.
600 tys. zadłużonych po uszy osób, które krąży od banku do banku, by zdobyć pieniądze na spłaty wcześniej zaciągniętych zobowiązań. Jedna odmowa i ten łańcuch pęknie,a fala niespłaconych pożyczek zaleje dłużników i banki.
O rosnącym z każdym tygodniem zagrożeniu mówili podczas debaty w „The Wall Street Journal” szefowie największych polskich banków: PKO BP, Pekao SA, BZ WBK i BRE. Żaden z nich nie ma wątpliwości: nad naszym systemem finansowym zbierają się czarne chmury. „Przybywa osób, które zaciągają następne pożyczki, gdy nie wystarcza im pieniędzy na spłatę innych. Wysokość długu wzrasta, a pętla zaciska się coraz bardziej” – mówi Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku.
O gigantycznym problemie mówi Jan Krzysztof Bielecki, szef Pekao, który twierdzi, iż wartość pożyczek konsumpcyjnych, których spłata może być zagrożona sięga gigantycznej kwoty 45 mld zł. To aż jedna trzecia wszystkich kredytów na kartach czy zaciągniętych na kupno samochodu, sprzętu RTV i AGD. „Dziennik” przypomina, że straty na opcjach walutowych, które miały być gwoździem do trumny naszej gospodarki, sięgały – według wstępnych szacunków – 15 mld zł, by w końcu stopnieć do 5 mld zł.
Bielecki dodaje, że około 600 tys. ma już więcej niż sześć kredytów i pożyczek bankowych na swoim koncie. Grendowicz skolei przyznaje, że jeśli ci ludzie nie dostaną kolejnego kredytu, to będziemy mieć nie lada problem.
Skala zjawiska może być jeszcze większa, niż mówią prezesi banków, gdyż finansowa piramida jest budowana w znacznej części poza strukturami banków. Jeśli banki odmawiają udzielenia kredytu, można się zwrócić do firm pożyczkowych, takich jak np. Provident, czy też pożyczkowych portali działających w internecie. Ponieważ nie dostarczają one danych o dłużnikach do Biura Informacji Kredytowej, z którego korzystają banki, wiedza o skali ich działalności jest bliska zeru. Nic na ich temat nie wie też Komisja Nadzoru Finansowego, bo firmy te są poza jej kontrolą.
KNF przyznaje, że fala kredytów konsumpcyjnych to groźny problem, na co zwracała uwagę już w zeszłym roku, a ponownie – na początku maja zwracając bankom uwagę na ocenę zdolności kredytowej klientów detalicznych. Komisja ostrzegała banki, bo od początku roku strumień gotówki płynącej do klientów indywidualnych przybrał na sile. „W kwietniu padł tegoroczny rekord. Na kredyty poszło aż ok. 7 mld zł, w tym zapewne większość na konsumpcję” – mówi Andrzej Halesiak, dyrektor departamentu analiz w Banku BPH.
Nie wiadomo jaka część z nich została przeznaczona na spłatę wcześniejszych długów. Jednakże bankowcy nie mają wątpliwości: kryzys, z którym mamy teraz do czynienia, na pewno utrudni wyjście na prostą osobom, które nie mają pieniędzy, by oddać kredyty.
Źródło: Dziennik