Największy bank Niemiec kazał m.in. śledzić i podsłuchiwać swoich menedżerów i jednego z akcjonariuszy. Niepokorny adwokat, Michael Bohndorf, jeden z drobnych akcjonariuszy Deutsche Banku, od lat procesował się z koncernem o każdą, nawet najmniejszą nieprawidłowość w funkcjonowaniu firmy. Zarzucał bankowi, m.in. skracanie walnych posiedzeń i nieodpowiadanie mu na niewygodne pytania. Każdą ze spraw wygrywał i po pewnym czasie stał się nie lada problemem dla kierownictwa. Zarząd zlecił wtedy agencji detektywistycznej, aby ta śledziła i podsłuchiwała Bohndorfa, w celu znalezienia jego słabości i przewidzenia jego następnych ruchów. Jakby tego było mało, bank kazał założyć podsłuch menedżerom, których podejrzewała o nielojalność, a także przedstawicieli związków zawodowych. Bank przeprasza, ale już posypały się pozwy do sądów o odszkodowania. Na obecną chwilę, pracę stracili w związku z aferą, szef ochrony banku i dyrektor działy relacji inwestorskich. Według „Spiegla”, w całą sprawę zamieszani byli też szef rady nadzorczej, Clemens Börsig, a także sam prezes – Josef Ackermann.