Rośnie od roku i wszystko wskazuje na to, że będzie rósł dalej, co pokazuje wykres. Widać z niego, że w przeciągu pół roku nasza waluta wzmocni się o ok. 3% i dalej się będzie umacniała. Prawdopodobnie nie osiągnie już poziomu z 2008 roku kiedy dolar kosztował nawet 2,02zł, ceny towarów importowanych leciały na łeb na szyję. Umacnianie się złotego ma wiele miłych konsekwencji: nasze pensje będą faktycznie wyższe (choć nominalnie pozostaną te same). Lżej będą mieli kredytobiorcy mający kredyty w walutach, zwłaszcza euro i franku szwajcarskim. Raty będą niższe o 200-300 zł (przypadku kredytu 300 tys na 30 lat), choć i tak te rady są o kilkanaście procent niższe niż te zaciągnięte w złotówkach (było tak nawet gdy złoty był słaby). Umocnienie złotego sprzyja też zakupom za granicą, jednak nie tak jak kiedyś. Przy obecnych kursach elektronika jest tańsza w USA, ale doliczając koszty transportu, cła, VAT, etc. kupowanie za oceanem okaże się nieopłacalne. Staniały wycieczki i koszty utrzymania za granicą. Piwo pod katedrą Notre-Dam jest o 8zł. tańsze niż rok temu.
Choć nie opłaca się sprowadzać używanych samochodów średniej klasy, to wciąż luksusowe można kupić o kilkadziesiąt tysięcy taniej niż w Polsce.
Twórcy raportu zastanawiali się czemu ceny benzyny były względnie stabilne i nie spadły gdy złoty miał rekordowo wysoki poziom. Wynikało to z faktu, że ceny ropy zmieniały się mniej więcej proporcjonalnie do wartości złotego. Rekordowo mocy złoty szedł w parze z rekordowymi ceniami benzyny i odrotnie
źrodło: money.pl